„Za
gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają.”
Wiecie co to czytelniczy głód? To syndrom książkoholika,
który charakteryzuje się byciem zombie, kiedy kończy się dobrą powieść, a pod
ręką nie ma kolejnej części. Najgorsze jest w takich momentach przebywanie z
osobami, które cały czas powtarzają, szepczą do ucha, że drugi tom jest
rewelacyjny, dużo lepszy od poprzedniego. Zaczynasz im wierzyć, nakręcać się i
nie umiesz się doczekać, kiedy w dłonie złapiesz książkę i nigdy już nie
puścisz. Tak było ze mną i serią „Dworu cierni i róż”. Po skończonej lekturze
nie umiałam wytrzymać, a urocze koleżanki blogerki dolewały tylko oliwy do
ognia. Nie wytrzymałam i dzień później dzierżyłam w dłoni „Dwór mgieł i furii”.
„Ukląkł
na tych gwiazdach i górach wytatuowanych na jego kolanach. Nie ukłoniłby się
przed nikim i niczym... Poza swoją towarzyszką. Kimś równym jemu.”
Pierwszy tom niezwykłej serii zaliczałam do dobrych.
Byłam bardzo ciekawa, co przyniesie Sarah J. Maas swoim bohaterom. Pod koniec
książki w powietrzu czuć było zbliżająca się wojnę oraz kłopoty, z którymi musi
zmierzyć się Feyra po „komplikacjach” z księciem Dworu Nocy. Nie chce zdradzać
fabuły drugiego tomu, ponieważ mam świadomość, że osoby, które jeszcze nie
miały przyjemności czytania pierwszej części, mogą się zniechęcić spojlerem, a
tego bardzo chciałabym uniknąć.
„-
A gdyby mnie pochwycił siłą?
-
Wtedy rozdarłbym świat na strzępy aby cię sprowadzić z powrotem...!”
Na Feyrę czekają trudne decyzje. Przeznaczenie, któremu
musi sprostać jest niezmiernie ciężkie. Pod koniec pierwszego tomu zyskała coś
więcej niż spełnienie uczuć, ale także moc. W tym momencie mam ochotę opowiedzieć
wam całą historię i emocje, które mną szarpały przez całą powieść, ale tego nie
zrobię. Musicie sami się przekonać. Oczywiście to wszystko ma związek z Rhysem –
kim jest, co chce osiągnąć i jaki potrafi tak naprawdę być, dowiecie się już w
piątym rozdziale, a po trzydziestym czwartym pokochacie go tak samo mocna jak
ja. Czasem miałam ochotę strzelić go w potylicę, następnie przytulić.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zdradziła wam jednego
ważnego aspektu – pojawia się Cass i Azriel.
„Pomyślałam,
że może miłość jest zbyt słabym słowem na określenie tego, co czuł, co dla mnie
zrobił. Na opisanie tego, co ja czułam do niego.”
Nie wiem, jak wytrzymam do maja, kiedy na rynek wyjdzie
najnowsza część. Polskie tłumaczenie pojawi się dopiero w październiku, więc
trochę poczekamy. Należę do tej grupy, która już za dwa miesiące przeniesie się
do Dworu i mam nadzieję, że pozostanie tam na zawsze, bo rozstanie będzie
boleć.